Na całym świecie następuje dzisiaj zrównanie dnia z nocą. Według
niektórych kultur i dawnych wierzeń to właśnie dzisiaj, w równonoc
wiosenną, zaczyna się nowy rok. Przychodzi wiosna. Natura odradza się po
zimowym śnie, ożywa i wybucha niezliczoną ilością kolorów traw, liści i
kwiatów. Budzi się również ludzka dusza. Wydaje się, że niebo wisi
równo nad ziemią przez ten czas, gdy noc ustępuje dłuższym dniom. Wiatry
wymiatają stare marzenia, aby oczyścić drogę do nowego wschodzącego
światła energii. Ziemia oddycha szybciej, słońce ogrzewa swoim ciepłem i
podnosi nas na duchu.
Wiosna to też czas wysiewu ziaren. Gdy trzymamy ziarno
w dłoni, wyobraźmy sobie świat, w którym żyjemy w równowadze z naturą, w
zgodzie ze sobą, świat, w którym kreatywność i miłość mogą się
rozwijać. Umieśćmy to ziarno w ziemi, podlewajmy i dbajmy o nie poprzez pielęgnowanie w życiu tych wartości i działań, aby taki świat się mógł
się narodzić. Nadchodzący czas warto wykorzystać na ożywienie,
skupienie, identyfikację intencji, które chcemy spełnić w tym roku.
Dlatego kreujmy rytuały równoważenia jednych potrzeb drugimi, tego, co bierzemy, tym, co dajemy, i pozwalajmy umysłowi, ciału i
duszy na oczyszczenie, odzyskanie energii i wskrzeszenie z zimowego snu.
Celebrujmy urodzajność wiosny kwiatami, wodą, miłością i światłem!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dusza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dusza. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 20 marca 2014
poniedziałek, 6 stycznia 2014
JAK WĘDROWIEC
Oto jedna z lekcji do przemyślenia, jaką proponuje Christophe Andre w książce "Medytacja dzień po dniu" do obrazu "Wędrowiec nad morzem mgły" Caspara Davida Friedricha. Samotny wędrowiec stoi na skalistym szczycie, odwrócony plecami, mgły zasłaniają ziemski świat. Jest bliżej nieba, konfrontuje się z boskością...
"Podróżnik dotarł na sam szczyt po całym dniu wspinaczki. Wyruszył bardzo wcześnie rano. Podczas długiego podejścia posuwał się naprzód z lekkim umysłem: odgłos jego butów, rytm serca i oddechu, regularność kroków, metaliczne uderzenia laski o skały, wszystko wypełniało jego umysł kojącymi odczuciami zmysłowymi. Niekiedy pojawiały się myśli dotyczące czekających go trudności. Otwierał wtedy świadomość jeszcze szerzej, na chwilę obecną: marsz, dźwięki, teraz także na pierwsze kolory świtu. I myśli znikały, potem powracały, potem znów znikały; trwałe nie bardziej niż mgła na zboczach gór. Teraz jest na szczycie. Najpierw delektował się swoim zwycięstwem: "Udało mi się, dokonałem tego!". Trzeba zawsze delektować się swoimi zwycięstwami. Chodzi o to, by szybciej uwolnić się od tych dziecinnych stanów ducha związanych z sukcesem. Duma, pycha, zadowolenie, lepiej wziąć to na siebie w pełni, pozwolić, by rozlał się w nas ten słodki i odrobinę mdlący nektar. A potem przejść do ciekawszych spraw. Pozwolić, by ponownie pochwyciły nas góry, by zawładnął nami ten świat, który nas przyjmuje i oferuje gościnę. Otworzyć świadomość na to, co się tam znajduje: wspaniały horyzont, czystość powietrza, ciszę mieszkającą wśród szczytów, szum wiatru. Przy każdym wdechu podróżnikowi zdaje się, że całe góry wnikają w niego. Przy każdym wydechu jego ciało i dusza rozpuszczają się w nich. Czuje się nieskończenie dobrze. Całkowicie, absolutnie na swoim miejscu."
Ps. Wdech, wydech... tak właśnie jest, kiedy jestem w górach. Absolutnie na swoim miejscu.
"Podróżnik dotarł na sam szczyt po całym dniu wspinaczki. Wyruszył bardzo wcześnie rano. Podczas długiego podejścia posuwał się naprzód z lekkim umysłem: odgłos jego butów, rytm serca i oddechu, regularność kroków, metaliczne uderzenia laski o skały, wszystko wypełniało jego umysł kojącymi odczuciami zmysłowymi. Niekiedy pojawiały się myśli dotyczące czekających go trudności. Otwierał wtedy świadomość jeszcze szerzej, na chwilę obecną: marsz, dźwięki, teraz także na pierwsze kolory świtu. I myśli znikały, potem powracały, potem znów znikały; trwałe nie bardziej niż mgła na zboczach gór. Teraz jest na szczycie. Najpierw delektował się swoim zwycięstwem: "Udało mi się, dokonałem tego!". Trzeba zawsze delektować się swoimi zwycięstwami. Chodzi o to, by szybciej uwolnić się od tych dziecinnych stanów ducha związanych z sukcesem. Duma, pycha, zadowolenie, lepiej wziąć to na siebie w pełni, pozwolić, by rozlał się w nas ten słodki i odrobinę mdlący nektar. A potem przejść do ciekawszych spraw. Pozwolić, by ponownie pochwyciły nas góry, by zawładnął nami ten świat, który nas przyjmuje i oferuje gościnę. Otworzyć świadomość na to, co się tam znajduje: wspaniały horyzont, czystość powietrza, ciszę mieszkającą wśród szczytów, szum wiatru. Przy każdym wdechu podróżnikowi zdaje się, że całe góry wnikają w niego. Przy każdym wydechu jego ciało i dusza rozpuszczają się w nich. Czuje się nieskończenie dobrze. Całkowicie, absolutnie na swoim miejscu."
Ps. Wdech, wydech... tak właśnie jest, kiedy jestem w górach. Absolutnie na swoim miejscu.
środa, 16 października 2013
RAZ SŁOŃCE, RAZ DESZCZ
Za oknem deszcz, szaro, smutno... i moja dusza cichutko łka... Ale jak powiedział Paulo Coelho, nie można nigdy dotrzeć do celu, jeśli chodzi się tylko w słoneczne dni. Jaki jest mój cel? Dowiem się na końcu drogi...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


